Suche torebki z bardzo drobnymi nasionami.

skrzynka_listowa@go2.pl

Blog > Komentarze do wpisu
wdech, wydech i zerwane kwiaty

Dobry jest ten dom i nie omijają go światłocienie. Na szczęście pranie rozciągnięte wzdłuż oparcia fotela,  krzesła i kolejnego krzesła- nie schnie równomiernie. Nie mamy już tak oczywistego oddechu- ani odświeżona po mnie pościel, ani ja. Jelenka rozrzuciła po całym mieszkaniu materiały, szyje, wyszywa, projektuje. Wczoraj, wieczorem leniwym choć obolałym, półleżałam w fotelu, u wejścia do kuchni. Jel godzinami rysowała na materiale, wycinała, zszywała, poprawiała. Mam czytać? Czytaj, czytaj- mruczała pod nosem. Przetoczyły się tego wieczora słowa święte i powszednie, odczytywane na półoddechu, na nieoddechu, na nerwowym i niecierpliwym poszukiwaniu tchu, który wypełni kolejne zdanie odczytane z Dziejów Apostolskich. Noc była bardzo ciężka, w zasadzie odpuściła złowieszcze ciemnie w moim ciele, dopiero około trzeciej popołudniu. Ale stała się nieważna, rozchodziłam ja na siłę dla dziewcząt. Obecność Jel i A. zawsze dodaje mi zdrowej radości i siły, nawet w tak trudnych i zmęczonych chwilach. Młode kobiety, świeże bluzki, ich szminki między moimi tabletkami. Pełno niedopitych kieliszków po winie, nadpoczętych ciasteczek, kolorowych, śliskich gazet. Dobre, kochane dziewczynki. Kiedyś prowadzałam je za rączkę. Popatrzcie, to jest staw, a tam las, lecą gęsi i przecinają niebo jesiennie… Kiedy patrzę jak wyrosły, jak mocno już stoją na swoich drogach- jestem wdzięczna, że mają ochotę jeszcze zachodzić na moją. Świeżo zerwane kwiaty z ogrodu, moje kochane dziewczynki pośród mieszkania, w którym mam poczucie zatrzymanego czasu. Nie czuję strat, ani postępu. Jestem tu i podaję Jel i A. rękę.

Chodź, umyjemy Ci plecy. Ja myję- krzyczy ochoczo Jel- a A. nam poczyta!. Mam ochotę poprosić je żeby mnie zabrały na spacer. Gdzie teraz jest łąka? Gdzie las? Czy na pewno tam, gdzie go zostawiłam trzy miesiące temu? Powiedzcie, powiedzcie jak to jest czytać tak zachłannie, pić i tańczyć, nie spać? Ja ledwie znoszę teraz niespanie i przemęczone ciało. Z radością, z jednego punktu naszego domu przyglądam się temu obrazkowi. K. donosi mi kubki z wodą i lekarstwem. Wie, że tylko trochę włączam się w te rozmowy. Chłonę ten wodospad słów i śmiechu A i Jel. Znów zrobi się tu tak cicho, wyruszą do szkół. A moje łóżko zagra mi na guzikach poszewki i przekona mnie do cichego życia w oczekiwaniu na K. Codziennie, rytmicznie. Nawet gdy nie śpię i niepokoję sen K. Wdech, wydech, Mój Kochany…

 

Późnym wieczorem ktoś dzwoni do drzwi i wręcza K. kopię słoneczników van Gogha dla mnie. Od Pani Kasi staruszeczki, pamiętała... Piękne.

 

niedziela, 26 lutego 2012, tamaryszek_tamar

Komentarze
2012/02/26 11:59:31
Udanej niedzieli:)